Fotografie 29a 29b. Powiększenie. Fotografie w czasach zgiełku.
Grzegorz Godlewski
19-12-2002






Fotografie 29a – 29b
Przeczytaj też: Fotografie 42a 42b.

Dwa Pędy. Człowiek na koniu i Lokomotywa – ciężka, ogromna… Pęd, zdawałoby się, taki sam, może wręcz ten sam. Podobnie nawet uchwycony, a raczej właśnie nie uchwycony, nie zatrzymany w klatce fazy, momentu, lecz oddany zatarciem konturów, jakby w żadnej chwili nie dało się go zamknąć, zatrzymać w kadrze… Ale bo też czym byłby ruch – zatrzymany? Ruch, który rozpoznajemy poprzez trwanie w czasie – i fotografia, medium przestrzenne, ślepe na czas, więcej, celebrujące to znieruchomienie, do którego doprowadza. A przecież nie pomylimy się: koń nie zastygł w pozie porzuconej w kącie zabawki na biegunach, lokomotywa z pewnością nie stoi na stacji. Pęd zostaje oddany bez pomocy czasu – zmąceniem obrazu, czego na co dzień nigdy świadomie nie odnotowujemy. Fotografia, medium rejestrujące to, co jest, przedstawia tu ruch w istocie metaforycznie, stwarzając jego statyczne imago. I więcej: zamyka w tej figurze coś na kształt filozofii ruchu – ciągłego, nie dającego się rozłożyć na serię oddzielnych stanów. Ten fotograficzny ruch to zatem… trwanie, jak u Bergsona.

Ale pęd, nie rozkładający się na stany, rozkłada się wszelako na odmiany. Tu ktoś pędzi, tam – coś. Że to ważna różnica, wskazują same fotografie. Jeździec na koniu jest naturalną częścią przestrzeni, którą przemierza; przedstawiona, tak jak on, niewyraźnie (o takim zdjęciu mówimy: “poruszone”), wydaje się poruszać wraz z nim. Człowiek nie podbija tu przestrzeni, nie gwałci jej – jest ruchem wśród ruchów, istnieniem wśród istnień. Pozostaje kimś odrębnym – właśnie: kimś – ale nie kimś z innego świata. Jak ważka na wodzie, jak wesz na grzbiecie psa. Czy nie dlatego, że pośrednikiem między człowiekiem i światem jest tu zwierzę, “brat mniejszy” (choć większy), uczestniczący zarazem w świecie przyrody i w świecie człowieka? Koń nie jest tu żadnym wehikułem ruchu, lecz partnerem człowieka. Dopełniają się, razem tworząc coś / kogoś na kształt Centaura, którego kopyta – przedłużenie stóp człowieka – odciskają na ziemi ślady nie na tyle trwale, aby nie mógł ich zatrzeć podmuch wiatru.

Co innego – Lokomotywa. To maszyna, przyrząd (nie narząd) ruchu, do tego – i tylko do tego – przeznaczona. Łudzi poeta: pot z niej spływa, tłusta oliwa. A to przecież konstrukcja, twór sztuczny, nie-ciało obce. Potrzebuje nawet sztucznej drogi, by ruszyć. Potężniejsza, brutalniejsza i od przestrzeni, którą ma zawłaszczyć, i od człowieka, który ją stworzył. Nie przypadkiem go tu nie widać. Pewnie gdzieś jest, ukryty w jej brzuchu, ale nie on jest podmiotem tego ruchu. To przecież maszynista obsługuje Lokomotywę, nie odwrotnie. W tej fotografii mieści się już nie tyle filozofia ruchu, ile filozofia cywilizacji. Maszyna puszczona w ruch, samowystarczalna, o krok od zbuntowania się przeciwko swojemu twórcy. Definicja cywilizacji: twór człowieka nie dający się ujeździć.

Grzegorz Godlewski


Dodaj swoją opinię

© copyright 2001-2002 Latarnik